American Day #5

09:07

American Day piknik miłośników amerykańskiej motoryzacji, choppers, low riders, pin-up, rockabilly, hot rods, cruising, custom art. Mówiąc krócej to coś na kształt amerykańskich dożynek, z fantastyczną atmosferą, masą barwnych i ciekawych postaci i to wszystko w klimacie lat 50 ubiegłego wieku!

Salon Harley Dawidson Liberator już od 5 lat w ostatnią sobotę sierpnia organizuje taki zlot. Mimo ze to już 5 edycja ja byłam jego uczestnikiem dopiero 2 raz. Ale tak jak i w ubiegłym roku bawiłam się wybornie. Pomimo tego, że miałam znów problem z dotarciem i nie mogłam być od samego początku.

Nie będę tu nikomu wmawiać, że jestem jakąś wielką fanką motoryzacji i to jest powód dlaczego zjawiam się na tej imprezie. Owszem bardzo lubię popatrzeć na ładne auta i motocykle (wszak motor to jest, ale w pralce) zwłaszcza te stare, ale to co mnie najbardziej urzeka to właśnie ten klimat lat 50, które uwielbiam! Już nie mówiąc o koncertach rock and roll'a i skakaniu pod sceną :) Właśnie dlatego już 2 raz był to obowiązkowy punkt w moim kalendarzu.
Z dużym zainteresowaniem przypatruje się konkursowi na miss pin up, bardzo krytycznie oceniając stylizacje uczestniczek. Dla mnie nie wystarczy zawiązać chustki na włosach, założyć sukienki w grochy i pokazać trochę ciała. Dla mnie pin up to styl bycia, natomiast wygląd powinien być dopracowany w 100% Włosy odpowiednio ułożone, makijaż strannie wykonany. Pin up girl nie ma być tępą cizią, ma być zalotna i kokieteryjna, nie wulgarna. Wydaje mi się, że w tym roku ,,szczucie cycem" było bardziej wyraźne niż w roku ubiegłym. Czyszczenie  przez uczestniczkę rury do pole dance w dwuznaczny sposób? Litości! Ja rozumiem, że panom się podobało, ale czy naprawdę trzeba zdobywać głosy w TAKI sposób? Moja faworytka z nr 4 niestety nie wygrała, a jako 1 z nielicznych miała bardzo dopracowaną całą stylizacje, oprócz tego była bardzo miła i sympatyczna. A stwierdzam to, ponieważ zamieniłam z nią kilka słów na temat mojej sukienki :) Na szczęście pani od czyszczenia rury też nie wygrała. I dobrze. Oprócz uczestniczek konkursu również wśród widowni można było dojrzeć piękne i wystylizowane w klimacie lat 50 panie. I mam nieodparte wrażenie, że większość z nich wyglądała lepiej niż same kandydatki do tytułu.

Pierwszy raz na żywo miałam okazje zobaczyć fire show. Dziewczyny z Psychodolls nie dość, że same gorące, to jeszcze stworzyły gorącą atmosferę. A pokaz burleski w wykonaniu Betty Q... no cóż klasa sama w sobie. Zdecydowanie wolę tą artystkę bardziej niż Pin Up Candy. Ale to już moje osobiste zdanie.


Były oczywiście stoiska z różnymi perełkami. takimi jak odzież, wszelkiego rodzaju dodatki, gitary, naklejki, plakaty i wiele innych. Można było skorzystać z usług barbera, czego nie odmówił sobie mój mąż... za moją drobną namową. Do dziś nie mogę odżałować tego iż nie było w tym roku stoiska Cherry Bonbons Atelier, gdyż tak bardzo nastawiłam się na zakup jednego z ich pięknych fascynatorów, na który w roku ubiegłym nie mogłam sobie pozwolić. No ale trudno... Innym razem.

Obiecałam sobie, że będę robić dużo zdjęć, które później będę mogła Wam tu przedstawić, ale niestety tak porwał mnie klimat imprezy, że na zdjęcia nie było czasu. Zresztą uwierzcie mi na słowo, tego nie da się opisać i pokazać na zdjęciach. Tam trzeba być i to przeżyć.
Do zobaczenia za rok American Day!

Mój faworyt w konkursie Best Car.


Piękne Camaro, które było faworytem mego męża.


Barber.


American Day #5 


A takie oto piękności można było nabyć na stoisku restrozone.pl


RetroWife z mężem, jeszcze przed strzyżeniem :) 


Oczywiście nie mogłam sobie odmówić pięknej puszki...


spinek od wyczarovane.pl i...



bluzeczki od missvintage.pl

A już tak całkiem na koniec i zupełnie nie amerykańsko, przedstawiam Wam moje marzenie, które spotkałam pod salonem. Kiedyś będę miała takiego garbuska... białego :)

0 komentarze