Wstrętne Święta!

13:32

Gdy byłam dzieckiem, święta były dla mnie szczególnie ważnym okresem. Wszędzie czuć było przygotowania. Już chyba z miesiąc wcześniej w domu odbywało się wielkie sprzątanie. Później gotowanie dla pułku wojska. Ubieranie choinki... I te wielkie czerwone bombki mamy, których baliśmy się stłuc. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Pasterka i moje przerażenie gdy uświadomiłam sobie, że na niej zasnełam :) Chodzenie po kolędzie, z duszą na ramieniu czy na podwórku nie ma psa...


Później gdzieś to wszystko zniknęło. Prysło niczym mydlana bańka, a samo słowo ,,święta" wywoływało u mnie mdłości. Może spowodowały to moje młodzieńcze problemy, a może to, że tak zbuntowanej nastolatce, nie godziło się lubić świąt. Choć w głębi duszy, zawsze czekałam na COŚ magicznego w tym okresie.

Ponownie święta doceniłam dopiero zakładając własną rodzinę. Zapewne dlatego, że teraz to JA decydowałam o tym jak będą one przebiegać i wyglądać. Od przygotowań, poprzez sam ich przebieg, aż do zakończenia.

I tu zbliżamy się do dzisiejszego tematu. Bo ostatnio, gdziekolwiek się nie ruszę słyszę: jakie święta są okropne! W pracy, w sklepie, autobusie czy pociągu. Oczywiście pokryte jest to wszystko odpowiednimi argumentami:


,,Na samą myśl, o tym całym szykowaniu, gotowaniu i sprzątaniu to mi się w żołądku przewraca" 
W pełni to rozumiem, ale na litość! Czy naprawdę jeśli te okna nie będą umyte, a zamiast pięciu ciast będzie jedno bądź dwa, to świat się zawali? Czy naprawdę te pierogi i uszka przygotowane wcześniej zamiast w wigilie, nie dają się zjeść? A czy, jeśli coś nie będzie dopięte na ostatni guzik, to piekło nas pochłonie? Czy nie lepiej spędzić ten czas z rodziną? Pijąc dobrą herbatę i grając w planszówki? Czy naprawdę wolimy być zabunkrowani w kuchni i latać z mopem, a przy okazji jeszcze na siebie warczeć? Zaiste, takie warczenie jest bardzo świąteczne, ale polecam na te konto pośpiewać kolędy :)

,,Czy Ci ludzie pogłupieli?! Cały sklep chcą wynieść?!" 
No cóż, dobrze wiemy co się dzieje w marketach nawet przed jednym dniem wolnym. Nie powinniśmy, więc być zdziwieni tym co dzieje się przed świętami. Zwłaszcza, że ludzie dostają przecież różne bony z pracy i chcą je wykorzystać. Wystarczy się przygotować i robić zakupy dużo wcześniej, a później omijać markety. Zaspokajając resztę zakupów w małych osiedlowych sklepikach, przy okazji wspierając lokalne firmy:)


,,Co ja mam im kupić?!"
Szczerze mówiąc to rzadko mam taki problem. Dużo częściej ograniczają mnie fundusze niż pomysły. Jeśli słucha się swoich bliskich to naprawdę można wyłapać co by chcieli, albo czego im potrzeba. Wystarczy to zapamiętać lub sobie zapisać. A z drugiej strony, czy w tym wszystkim naprawdę chodzi o prezenty, a nie o wspólnie spędzony czas?

,,Pojadę do domu i wszyscy będą pytali kiedy ślub, dziecko itd"
Kiedyś usłyszałam genialną odpowiedź kuzyna w takiej sytuacji: Na wszystko przyjdzie czas. Przy każdym kolejnym pytaniu (tego typu) odpowiadał tak samo. Zainteresowanym i wścibskim szybko się znudziło. Ja używam tej samej kwestii, gdy męczą mnie pytaniem o drugiej dziecko. Jak do tej pory się sprawdza, wystarczy powtarzać to z uporem maniaka.


,,Co to za święta bez śniegu?"
Też wole gdy na święta jest biało, ale co zrobić. Taki mamy klimat, a pogody w żaden sposób nie da się przeskoczyć. Na pewno nie jest to powód, który miałby popsuć ten okres. Zresztą, to przecież Boże Narodzenie, a w Betlejem śniegu nie było, prawda?

,,Kiedyś to były święta! Czekało się, żeby zdobyć pomarańcze i szynkę w puszce. Teraz wszystko w sklepach jest, to już nie ma takiej magii" 
Ja rozumiem, że lata swojej młodości zazwyczaj miło się wspomina, ale tutaj następuje pewna sprzeczność. Bo te same osoby, chwile później narzekają na kolejki w sklepach (patrz: punkt 2)
Przecież pomimo tego, że mandarynki mogę kupić przez cały rok, to tylko w święta smakują tak dobrze. Tylko w święta zjadam je kilogramami.



,,I znów będzie ten Kevin w TV"
Nie wyobrażam sobie świąt bez Kevina! To punkt obowiązkowy. Jak lepienie pierniczków i uszka z barszczem. Święta bez Kevina, to nie święta. Tak samo jak nie wyobrażam sobie, okresu przedświątecznego bez Last Christmas. Są filmy i piosenki, których słucha i ogląda się raz w roku i nigdy się nie znudzą. I to są właśnie te.
Choć pamiętam jak moja siostra do znudzenia oglądała Rudolfa. Nie tylko w święta. Chyba do tej pory znam wszystkie kwestie z tej bajki.

,,Wszyscy są radośni, aż do urzygu"
Myślę, że w obecnych czasach mamy tak mało radości i uprzejmości, iż powinniśmy uśmiechać się do siebie nie tylko w święta. Od razu żyło by się lepiej. Prawda jest taka, że jesteśmy zgryźliwi i tylko na wszystko narzekamy. W żaden sposób nie staramy się docenić tego co mamy chyba, że coś stracimy. Czy naprawdę tak trudno wykrzesać z siebie choć trochę radości i obdarzyć nią innych? Jednocześnie nie patrząc się na osobę która już to robi, jak na wariata? Przecież to, że ktoś jest uśmiechnięty i powie nam Wesołych Świąt nie znaczy, że jest naćpany.


To tylko niektóre, z dziwnych argumentów które usłyszałam w ostatnim czasie. Każdy oczywiście ma prawo mieć podejście do tego tematu, takie jakie mu odpowiada. Nie mniej jednak wydaje mi się, że te osoby w żaden sposób nie próbują zmienić czegoś na lepsze. Wygodniej jest narzekać i obwiniać wszystko i wszystkich, że te święta takie straszne i wstrętne! Jakim to zatwardziałym marudą trzeba być, żeby nie otworzyć serca nawet w święta?

Tak, wiem. Łatwo mi mówić i w ogóle to, co tam się znam. Ale JA zmieniłam swoje podejście, udało mi się też zmienić podejście męża.
Tak, ciesze się gdy święta nadchodzą! Ciesze się, gdy spędzam czas z bliskimi i kiedy święta mijają wspominam je z uśmiechem. Lubię słuchać świątecznych piosenek, śpiewać kolędy z synem. Chodzić w swetrze w renifera i czapce Mikołaja. Uwielbiam robić i lukrować pierniczki. Dłubać własnoręcznie bombki z mężem i synem, które później wieszamy na choinkę. Wysyłać kartki świąteczne. Zapalać zimne ognie. Oglądać ustrojone witryny sklepowe. Czekać na kolędników. Przemycać prezenty pod choinkę. Łamać się opłatkiem i wspólną kolacje. Lubię nawet to obżarstwo w święta. I nie mam zamiaru się przejmować czy przybyło mi tu i ówdzie. A najbardziej lubię uśmiech na twarzy moich najbliższych.
Święta są piękne! Wystarczy się na nie otworzyć, zmienić trochę podejście (zwłaszcza te z punktu 1) i dać coś z siebie.


Specjalnie, pisze to już wszystko po świętach. Kiedy gorączka opadła i wróciliśmy do codzienności. Bo to dobry moment, aby na spokojnie to przemyśleć i ewentualnie zmienić coś w przyszłym roku

0 komentarze