Spodniom chwilowo mówimy NIE.

12:06

Pod koniec zeszłego roku zauważyłam na facebooku akcje "W 2016 roku nie założę spodni!". Od razu przykuła moją uwagę bo uwielbiam spódnice. I chodzę w nich naprawdę często, na zmianę z sukienkami. Ale żeby tak wcale nie zakładać spodni? Wydawało mi się to niemożliwe do osiągnięcia. Dlatego też udziału początkowo w akcji nie wzięłam, ale całe wydarzenie postanowiłam obserwować. 

U RetroWife wszystko musi być idealnie, nawet jeśli ucierpieć ma na tym jej garderoba.

Akcja ma na celu przywrócenie spódnic i sukienek do naszej codzienności oraz podkreślenie kobiecości. Nikt nie mówi tu, że spodnie są złe. Ale o tym, że zdominowały szafy większości kobiet, a spódnice są zakładane raczej od święta. Dlatego też cały czas biłam się z myślami, co zrobić z tym fantem.


Po jakiś dwóch dniach doszłam do wniosku, że jednak dołączę się, ale na trochę innych zasadach. Stwierdziłam że w sukienkach i spódnicach po prostu spróbuje chodzić częściej niż do tej pory. Nie mniej jednak miałam wrażenie, że nie uda mi się wyeliminować spodni w 100%.

Pamiętacie jeszcze akcje Zjedz Jabłko na złość Putinowi z 2014 roku?

Dużym zaskoczeniem było dla mnie gdy okazało się, że w styczniu założyłam spodnie tylko raz! Sama nie wiedziałam jak to się stało. Zaczęłam myśleć i kombinować jakby tu ominąć tę część garderoby i prawie się udało. Zdopingowana takim stanem rzeczy spięłam pośladki i w lutym nie założyłam ich ani razu. Choć wymagało to ode mnie trochę gimnastyki :) Marzec jak na razie też zapowiada się dobrze i już nie mogę doczekać się lata!

Muszla koncertowa, Inowrocław.

Dlaczego wydawało mi się, że nie dam rady podjąć wyzwania? Powodów było kilka. 

Chyba najważniejszym była praca. Z racji wykonywanego zawodu, w pracy poruszam się w.... dresie! Można zmienić przyzwyczajenia, ale nie wiem co powiedziałoby moje szefostwo, gdybym któregoś dnia wyskoczyła do pacjentów w kiecce! Choć demonstracja niektórych ćwiczeń w tej części garderoby mogłaby wyglądać dość ciekawie. :)
Stwierdziłam jednak, że ten aspekt rządzi się swoimi prawami i nie eliminuje mnie to z podjętego wyzwania. Zarówno do, jak i z pracy wychodzę w spódnicy, a to w czym poruszam się w niej to strój roboczy.
Wymaga to ode mnie trochę wysiłku bo muszę poświęcić więcej czasu na przebranie się. Nie zajmuje mi to 2 minut, jak wcześniej, tylko 5.
Ach! No i muszę pamiętać o tym, aby mieć zawsze, jakieś spodnie w pracy. Ostatnio zapomniałam wziąć dresów z prania... O ile, wcześniej będąc w jeansach nie było to aż takim problemem, tak tym razem musiałam pożyczyć spodnie od szefa.... Widok był dość zabawny :P 



Problemem początkowo była również rekreacja. Jak biegać w spódnicy? Na szczęście same organizatorki stwierdziły, że w tej sferze jest dyspensa. Bo sport również rządzi się swoimi prawami. Czuję się więc usprawiedliwiona. Po za tym... Wstyd się przyznać, ale pomimo tego iż mamy marzec, to nie trenowałam jeszcze ani razu! Najpierw przez brak czasu i sesje, lub po prostu lenistwo. A obecnie nie pozwala mi na to stopa. Odzywa się chyba wypadek z listopada. Tak, tak ,,lekarzu lecz się sam".


25 Bieg Powstania Warszawskiego.

Zastanawiam się czy tego problemu nie zacznę odczuwać na powrót latem. Kiedy naprawie w końcu swój rower. Owszem, jeździłam wcześniej w spódnicy, ale nie należy to do rzeczy najbardziej komfortowych. Kiedyś sukienka wkręciła mi się w łańcuch i o mało nie wybiłam zębów. Dobrze, że jechałam boczną ulicą i nie stworzyłam żadnego zagrożenia na drodze. 


Kolejnym problemem były studia. Większość wykładowców wymaga stroju sportowego lub pełnego fartucha. Zwłaszcza na zajęciach klinicznych. Najłatwiej do tej pory było założyć go od razu na siebie i na zmianę wziąć jedynie buty. To, że tak było najłatwiej nie znaczy, że nie dało się inaczej. I tak zaczęłam chodzić z wielkim tobołem zamiast małej torby. Lub z drugą torbą w której brałam wszystko do przebrania. Dodatkowo zawsze muszę mieć na uwadze kilka dodatkowych minut na przebranie. 

Pomnik Królowej Jadwigi, Inowrocław.

Kolejnym powodem do zmartwień, była pora roku. Zima co prawda nas rozpieszcza, ale i tak martwiłam się, że będzie mi zimno. Jak się później dowiedziałam, nie tylko ja tak myślałam. Osoby kibicujące mi, też były tego zdania. Musze jednak powiedzieć, że w grubych rajstopach jest dużo cieplej niż w spodniach! Do tego wełniana spódnica i nie można powiedzieć o jakimkolwiek chłodzie. Nie mam na tyle odwagi aby w sezonie zimowym chodzić w pończochach. Nie uśmiecha mi się zapalenia jajników lub czegokolwiek innego.


Pamiętam też, że w pierwszym momencie gdy pomyślałam o tej akcji wydawało mi się, że nie mam na tyle ubrań aby się jej podjąć. Po przeliczeniu okazało się, że mam w szafie około 14 spódnic i 32 sukienek. To wcale, nie tak mało. Ich kolekcja stale się powiększa, za to ilość spodni zmniejsza :)


Cały czas przekonuje się o tym, że problemy, które wcześniej miały mi przeszkodzić nie są wcale takie duże. I że to w sumie żadne problemy. Chcieć to móc! Co prawda do końca roku jeszcze daleko, ale już nie martwię się czy dam radę. :)


Czy nie mam już zamiaru zakładać spodni? Oczywiście, że mam! Ale prawdopodobnie nie w tym roku. Chce podjęte wyzwanie dopiąć do końca. Nie zmienia to również faktu, że lubię spodnie. Zwłaszcza te z wysokim stanem w stylu pin up lub szerokie z lat 30. Nie dajmy się zwariować, spodnie też są retro :) Wystarczy odpowiednio dobrać fason. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.


A co Wy, myślicie o tej akcji? Byłybyście gotowe spróbować? Czy jednak wolicie pozostać w spodniach?
Zaprezentowane dziś zdjęcia zostały wygrzebane z otchłani dysku mojego komputera. I zazwyczaj były robione spontanicznie. Nie zawsze jestem retro. Nie zawsze mam ułożone włosy i nie zawsze mam zrobiony makijaż. Ale o tym innym razem....

2 komentarze

  1. Według mnie akcja jest świetną alternatywą dla niezdecydowanych kobiet, które do tej pory obawiały się wdrożenia do każdego dnia swojego życia spódnic/sukienek. Moim zdaniem często brakuje Nam takiego startu, pretekstu, by faktycznie zacząć i stwierdzić: "tak, to ten dzień, od którego będę chodzić tylko w kieckach". Osobiście bardzo chętnie wzięłabym w czymś takim udział i przyznam się, że przyglądałam się tej akcji z boku, lecz jednak moje nieuzasadnione obawy dały za wygraną. Bałam się "zimowania" w spódnicach, bo jestem ogromnym zmarzluchem.
    Dziękuję za uświadomienie mnie w tej kwestii! :) Nie pozostaje mi nic innego, jak zaopatrzyć się w wełniane spódnice i retro kozaki w rozmiarze 43 (choć czuję, że będzie ciężko). A jaką długość płaszcza wówczas polecasz i preferujesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie to świetny czas żebyś zaczęła! Już zaraz wiosna :)
    Ja mam dwa zimowe płaszcze. Jeden jest do połowy uda, a drugi do pasa. Zakładam je tylko w te cieplejsze dni zimy. Zwłaszcza, że mają dosyć mocno wcięty dekold i muszę opatulać się szalem.
    W dni kiedy temperatura jest sporo na minusie wskakuje w kurtkę sięgającą za pośladki.
    Ja co prawda noszę nr 39 ale mam tak szczupłą nogę, że kupno butów zimowych to dla mnie horror. Często nie kieruje się tym co mi się podoba, ale tym aby nie wyglądać jak kot w butach :)
    Gorąco pozdrawiam i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń