Czerwono mi.

13:24

No dobra przyznaje się bez bicia... ostatnio zaniedbuje bloga. Notki zamiast co dwa tygodnie ukazują się co trzy. I to wcale nie przez brak pomysłów, a wręcz przeciwnie przez natłok myśli.
Dodatkowo zauważyłam, że dosyć dawno nie było też żadnej ,,stylizacji". Częściej można je teraz zobaczyć na Facebooku niż tu.

.
Efekt przejściowy :)

Dziś mieliśmy szczególna okazję do wyjścia. Mianowicie, byliśmy na Komunii córki naszych znajomych. W sumie jak tylko wręczyli nam zaproszenie to już wiedziałam co na siebie włożę.
Wyjątkowo nie musiałam biegać za żadnym elementem stroju bo wszystko już miałam. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Co innego chłopaki, a zwłaszcza ten mniejszy :)

Tym razem nie mogłam nigdzie dostać czerwonych trampek dla syna :(

Dziś swój debiut miała spódnica z Mohito, którą kupiłam na wyprzedaży zimą. Jedyne co postanowiłam w niej poprawić to długość. Wersje oryginalną pokazywałam Wam tutaj.
Bluzka i sweterek również pochodzą z tego samego sklepu, ale mogliście je już na mnie zobaczyć.  Czasem myślę, że mogłabym być ich żywą reklamą. To naprawdę jedna z niewielu sieciówek, która mnie przyciąga.


Jeśli chodzi o dodatki, to też postawiłam na sprawdzone rzeczy.
Najwygodniejsze buty jakie mam, które pomimo iż nie mają jeszcze roku, przeszły ze mną wiele. W tym mój własny, ślub i wesele.
Czerwona kopertówka, którą mam już kilka lat. I którą również zakupiłam na ślub, tyle że cywilny. Najbardziej śmieszy mnie to, że częściej jest u innych, niż u mnie. Bo ciągle ją komuś pożyczam. Jak tylko wynajdę jakąś ładną, czerwoną torebkę na biglu to ją komuś sprezentuje.
Ulubione rajstopy z czarnym szwem. Jedyna rzecz, która mnie w nich trochę irytuje- to to, że czasem przekręca mi się zapiętka (?) Po za tym mogłabym chodzić w nich non stop.


Oczywiście jako matka małego brzdąca, miewam masę niespodzianek. Niespodzianek wszelkiego rodzaju. Zwłaszcza przed samym wyjściem. I często takich, których nie da się zaprać. Dlatego dziś musiałam poratować się broszką. Średnio pasowała do pierścionka, który chciałam założyć... Ale tym razem postanowiłam przymknąć na to oko.


Wciąż nie mogę uzyskać loków bez widocznych pojedynczych skrętów. Im bardziej je rozczesuje, tym bardziej się puszą. Nie mniej jednak, trenuje i nie poddaję się. Na razie jestem zadowolona z efektu, który udaje mi się uzyskać. Mężowi też się podoba, więc jest dobrze! Na duchu podniosła mnie też pani kelnerka, która chwaliła mnie kilka razy. Tym samym zostałam ochrzczona łądnie uczesaną panią :)



Sukienka, bluzka, sweterek: zakupione wMohito
Buty: marka Kotyl, zakupione na Allegro
Kopertówka: zakupiona na Allegro
Pierścionek: H&M,  prezent od męża
Broszka: zakupiona w Stradivariusie
Okulary przeciwsłoneczne: zakupione na stoisku w Kauflandzie :p

2 komentarze