Białe groszki.

01:36

W mojej szafie już od prawie roku wisi piękna, niebieska sukienka w białe groszki z Hell Bunny. Należy do jednych z moich ulubionych, toteż zakładam ją często. Niejednokrotnie mogliście ją widzieć na zdjęciach, chociażby w notce tutaj lub na fanpagu. Upatrzyłam ją w sklepie internetowym, zakochałam się i zamówiłam.
Sukienka była zamówiona specjalnie na poprawiny naszego, zeszłorocznego wesela. Urzekła mnie swoim cudnym, białym kołnierzem i groszkami, które uwielbiam!
 Dół jest oczywiście z pełnego koła. W takim kroju czuje się najlepiej. Wciąż obiecuje sobie kupno specjalnej halki pod spód, ale zawsze szkoda mi pieniędzy. Pewnie dlatego, że w jej cenie mogłabym mieć kolejną sukienkę.

  

Jeśli chodzi o samą jakość wykonania to również jestem bardzo zadowolona. Uszyta jest porządnie, szwy nigdzie się nie rozchodzą i wszystko jest na swoim miejscu. Nie defasonuje się i nie wyciąga.
Materiał to w 98% bawełna z 2% domieszką elastanu. Ładnie się układa i dobrze prasuje. Dodatkowym plusem jest to, że kolor nie spiera się i nie farbuje. A sukienka już wiele razy wylądowała w praniu, więc miałam okazję to przetestować. I śmiem twierdzić, że wciąż wygląda jak nowa.


Pewnego dnia, ku wielkiemu swemu zdziwieniu odkryłam,że nie pokazywałam jej na blogu. Ponieważ postanowiłam to nadrobić, zaczęłam myśleć o jakiś ładnych zdjęciach. I tak zaczęło się kompletowanie dodatków i poszukiwanie chętnego do ich zrobienia.
O pani fotograf, sesji, wrażeniach z niej i naszej współpracy napiszę w następnej notce. :)
Dziś chciałam się skupić na samej stylizacji.


W marcu na Dzień Kobiet dostałam od swojego męża prześliczne biało-granatowe rękawiczki. Gdy, tylko je zobaczyłam wiedziałam, że będą idealne do tej sukienki. Tak, jakby sam kupił je specjalnie do niej. :)
Po jakimś czasie buszując w otchłani lumpeksów, wynalazłam niebanalny, biało-kremowy toczek z sinamay. Widząc go znów pomyślałam o swojej ulubionej kiecce i on również wylądował w mojej szafie.


Całkiem niedawno znalazłam do tego toczka, bardzo podobną torebkę. Również powleczona sinamay z szaloną aplikacją w kształcie kwiatu i piórkami. Nawet odcień się zgadzał. Długo zastanawiałam się czy ją kupić, ze względu na cenę. Zachodziłam do tego lumpeksu, chyba trzy razy... a ona cały czas się na mnie patrzyła. Wiedziałam, że czeka na mnie, bo nikt inny nie doceniłby jej uroku. Na kupno zdecydowałam się jednak dopiero, gdy pani opuściła cenę o połowę.


Na koniec zostały mi buty. Zawsze mam problem z butami. Na początku sezonu wiosennego widziałam w CCC piękne, jasnobeżowe pantofle T-straps. Podobały mi się nieziemsko, ale ze względu na swoją oszczędność nie kupiłam ich. Dodatkowo mój mąż stwierdził, że przecież mam już tyle butów! 
Można mieć w ogóle za dużo butów? :P
Ale tak na poważnie, to naprawdę strasznie żałuje, że ich wtedy nie wzięłam. Bo byłyby idealne do wielu stylizacji, także tej. 
Tak więc, zaczęłam się zastanawiać nad swoimi dwiema parami. Niestety były granatowe i za bardzo mi to się gryzło z jasną torebką. Jak już kiedyś pisałam, w wielu aspektach bywam staroświecka. Mimo wszystko, staram się dobierać torebkę do butów. Przynajmniej na jakieś wyjścia. 
Na szczęście przypomniałam sobie o butach, które dostałam kiedyś od mamy.
Rzadko w nich chodzę, bo nie podobają się mojemu mężowi. Zastanawiałam się nawet czy ich nie wyrzucić.
Na szczęście tego nie zrobiłam! 
Dzięki, swojemu paskowi idącemu przez śródstopie i niskiemu słupkowi wpisały się idealnie w klimat stylizacji.


Wszystkie zaprezentowane dziś zdjęcia, zostały stworzone przez wspaniałą Magdę Filipiak z ARTmania.!
Ale o tym następnym razem, a mam Wam TYLE do opowiedzenia i jeszcze TYLE zdjęć do pokazania!
Buziaki!


Sukienka: zakupiona w britstyle.pl
Toczek i torebka: zakupione w lumpeksie
Rękawiczki: prezent od męża
Buty: zakupione w lumpeksie, prezent od mamy

2 komentarze