American Day #6

14:52

Kalifornijskie słońce już po raz szósty zaświeciło nad Wisłą! A to wszystko za sprawą American Day #6
To już szósta edycja pikniku dla fanów amerykańskiej motoryzacji. Jak co roku zorganizowanego w ostatnią sobotę sierpnia przez salon Harley Davidson Liberator.
I oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć :)

Obecność na imprezie wymagała ode mnie sporej gimnastyki.
Najpierw musiałam się sporo natrudzić, aby załatwić sobie wolne w pracy. 
Potem zwykłe wyjście na imprezę zrobiło się wielką wyprawą rodzinną, ponieważ w tym roku towarzyszył nam syn.

:)


Co mogę powiedzieć o samej imprezie?
Chyba czuję się lekko rozczarowana. Nie zobaczyłam nic nowego, a miałam nadzieje, że przy szóstej edycji, impreza się rozwinie.
Tymczasem zastałam te same atrakcje, stoiska i w sporej mierze auta co w zeszłym  roku. Albo nawet dwa lata temu. Mam wrażenie, że nawet ludzi było mniej niż do tej pory. Wydaje mi się, że to wszystko pomału robi się monotonne. Może być również tak, że spodziewałam się czegoś więcej, bo dużo trudu kosztowało mnie przybycie na ten zlot. Tak czy inaczej czułam lekki niedosyt. I chyba właśnie głównie to zaważyło na tym, iż nie zabawiliśmy długo.

Zwycięzca zeszłorocznej konkurencji Best Car.

Tego pana widziałam w zeszłym roku.

Tego też i był wtedy moim faworytem  :)





motokoszulki.pl

Nauka tańca.

Nie jestem, też tak całkiem na nie. :)
Klimat jest niepowtarzalny i to na pewno jest warte przybycia na tą imprezę.
Dodatkowo zaskoczyła mnie wysoka scena, która znalazła się w innym miejscu niż dotychczas. W efekcie było wokół niej więcej miejsca i była bardziej widoczna.
Przeuroczy był konkurs Mini Miss! A moja faworytka zajęła 3 miejsce :) Swoją drogą, to ciekawe odejście od konwencji Miss Pin Up. Może w przyszłym roku zaprezentują się panowie? To by było nawet ciekawe! :)
Muszę się również pochwalić, iż zdobyłam przepiękny fascynator od Wyczarovane.pl, który na pewno niedługo Wam zaprezentuje :)

Koszulka, która bardzo mi się podobała i którą jak się później okazało sprezentował mi mąż :)

:)

Mój tegoroczny faworyt.

Retro Wife w całej okazałości.

Podsumowując! 
Nie żałuje, że po raz kolejny pojawiłam się na American Day, natomiast chciałabym od nich czegoś więcej... Więcej, bardziej, mocniej, lepiej! Chciałabym, żeby impreza się rozwijała, a nie stała w miejscu! Bo pamiętajmy, że kto się nie rozwija, ten się cofa.
Mimo wszystko spędziłam miło czas z rodziną. A to dla mnie najważniejsze. 
Czy przyjdę w przyszłym roku?
Na pewno zajrzę zobaczyć co się dzieje... Ale chyba już nie będę miała takiego parcia na obecność jak do tej pory.

Może nie do końca amerykańsko, ale nie mogłam się powstrzymać! Jest przepiękna!


Sukienka: zakupiona w Spirit of Rock and Roll secondhand & new clothing
Buty: zakupione w lumpeksie
Koszyk: zakupiony w tutejszym sklepie z torebkami
Okulary: zakupione w Tiger
Fascynator: zrobiony własnoręcznie
Bransoletki: zakupione w lumpeksie


0 komentarze