Burleska nie dla każdego.

11:44

Miniony weekend stanął przede mną, wieloma pierwszymi razami. Pierwszy raz byłam w Łodzi. Pierwszy raz nocowałam w hotelu tematycznym. I w końcu, pierwszy raz byłam na Pin Up & Burlesque Party. Pierwszy i ostatni :)


Z zamiarem odwiedzenia Łodzi nosiłam się już od dawna. Tak wiele słyszałam o tym mieście, że chciałam je zobaczyć na własne oczy. Pozostało tylko znaleźć jakiś pretekst. W końcu takowy się znalazł. Moje urodziny oraz szósta edycja Pin Up & Burlesque Party organizowana przez Ina von Black i Vintage Girl.
Zarówno imprezę jak i organizatorki, obserwuje już od kilku lat na facebooku. Nigdy nie mogłam się zebrać w sobie, lub w funduszach, żeby się tam wybrać. W tym roku było inaczej. Postanowiłam, że choćby się waliło i paliło, pojadę! I dobrze, bo jak się okazało, była to ostatnia edycja tego wydarzenia.
RetroWife w całej okazałości :)
Tak więc, w sobotę rano zakręciłam swoje włosy na papiloty. Zawiązałam na głowie chustkę w ogromny pseudo turban (który sprawił, że ludzie odprowadzali mnie wzrokiem) i ruszyłam w podróż :)
W naszym małżeństwie organizacją wyjazdów zajmuje się mój mąż. Zdecydowanie ma w tym czarny pas. A hotel, który nam zarezerwował powalił mnie na kolana. O tym, że mam najlepszego męża na świecie pisałam tutaj.



Hotel Stare Kino Cinema Residence mieści się na ulicy Piotrkowskiej. Chyba najpiękniejszej i najpopularniejszej ulicy w Łodzi. Znajduje się on w XIX- wiecznym budynku, a jego wnętrze nawiązuje do najpopularniejszych (w większości) starych filmów. Każde piętro poświęcone jest innej epoce, każdy pokój innemu filmowi. Również korytarze są pełne klimatu, wypełnione przez plakaty filmowe, stare kamery, radia itd.. 
Zdecydowanie zakochałam się w tym miejscu!

Zgadnijcie, jakim filmem inspirowany był nasz pokój? :)



Oprócz hotelu wrażenie zrobiła na mnie również sama Łódź. Przyznam się szczerze, że jedyne na co mieliśmy czas to spacer Piotrkowską, ale również trasa ze stacji do hotelu była przyjemna i obfita w kasztanowce. Mój syn byłby zachwycony :)
Sam spacer oferował piękną architekturę tamtejszych kamienic oraz najróżniejsze rzeźby (?) i instalacje artystyczne.






Co mogę powiedzieć o celu naszej podróży, czyli Pin Up & Burlesque Party?
No cóż...
 Powinnam zacząć od tego, iż do soboty nie miałam do końca wyrobionego zdania na temat tego rodzaju twórczości. 
Owszem byłam wcześniej na innych pokazach burleski. Widziałam wcześniej występy różnych performerek, ale nigdy nie mogłam zachwycić się nimi w 100%. Zawsze coś mi nie grało.
Dopiero w sobotę zdałam sobie sprawę, że to po prostu nie jest rozrywka dla mnie. Propagowanie kobiecości w ten akurat sposób, najzwyczajniej w świecie do mnie nie przemawia.
Doceniam cały kunszt artystyczny. Ogrom włożonej pracy w występ. Przepiękne, zachwycające stroje i rekwizyty. Zmysłowe poruszanie się na scenie i te wszystkie kocie ruchy.
Lecz dla mnie cały czar pryska, gdy panie zaczynają się rozbierać. Być może się nie znam. Być może jestem zaściankowa i staroświecka, ale po prostu mnie to razi.
Jakby tego pięknie w słowa nie ubrać, przykro mi bardzo, ale kojarzy mi się to ze striptizem.
Pięknym, zmysłowym, ale jednak striptizem.
Oczywiście nie chce tu nikogo urazić. Jak wspomniałam wyżej doceniam cały trud i zaangażowanie, które performerki wsadzają w swoją pracę.
Jest jeszcze jedna, rzecz, która mi się nie podoba. 
Wymuszanie oklasków. 
Klaskam wtedy, kiedy coś mi się podoba, zachwyci, kiedy chcę nagrodzić artystę. Nie wtedy kiedy mi każą i po każdych 30 sek. występu.
Być może po prostu nie rozumiem burleski i nie jestem dobrym jej odbiorcą. :)




W sobotę oprócz występów performerek były też inne atrakcje. Losowanie nagród, nagrodzenie najlepiej wystylizowanej uczestniczki imprezy. Wystawa auta z Retro Pasjonaci. Sesja w stylu pin up spod obiektywu Anny Wojteckiej. Oraz możliwość zrobienia sobie retro fryzury u Mamy Q.
Mojego męża zachwycił łódzki klub Scenografia za długi bar i klimat. 
Mnie urzekły pięknie wystylizowane panie :) Ponad to cieszę się, że mogłam zobaczyć tyle osób z retro środowiska. To miłe uczucie zobaczyć na żywo kogoś, kogo na blogu, instagramie czy facebooku obserwuje się tyle czasu. Nagle człowiek uświadamia sobie, że te osoby są naprawdę realne :) Może kiedyś zbiorę się na odwagę, żeby podejść do jednej z nich i porozmawiać. Jak na razie za bardzo się wstydzę :)
Świetnie bawiliśmy się na koncercie Tiger Skull. Aż żałowałam, że założyłam obcasy i nie mogę bardziej poskakać pod sceną. :P 

Bycie mężem RetroWife zobowiązuje :P

 Ogólnie bawiliśmy się bardzo dobrze :) Chyba nawet trochę mi szkoda, że to już ostatnia edycja tej imprezy.  Choć ciekawa jestem jej nowej formuły, którą zapowiedziały organizatorki.
Bardzo się cieszę, że odwiedziliśmy Łódź i na pewno do niej wrócimy! Chciałabym zwiedzić ją bardziej, odwiedzić Muzeum Włókiennictwa, a przede wszystkim kupić magnes na lodówkę do kolekcji!
Niestety, nie udało nam się tego zrobić.



Sukienka: Lady Carotta
Czarne buty: zakupione w lumpeksie
Czarna torebka: zakupiona w lumpeksie
Ramoneska: Mohito

4 komentarze

  1. Dziękuję za fajną recenzję i cieszę się, że Łödź ci się spodobała i że zamierzasz jeszcze tu wrócić. Doceniam też szczerość - myślę, że jak to ujęłaś "staroświeckie" poglądy mogą mieć wpływ na odbiór tego typu występów, choć nie muszą. Burleska jest striptizem :) i rozumiem, że nie każdej/ każdemu się to podoba. Cieszy mnie, że podobały ci się inne elementy imprezy :) do zobaczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuje za zrozumienie mojego stanowiska :) Chyba obawiałam się trochę linczu publicznego, ale zawsze staram się pisać tutaj to co naprawdę myślę.
      Po prostu dalej muszę szukać retro imprezy dla siebie ;)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  2. Ja również ze swojej strony dziękuję, że nas odwiedziłaś. I bardzo się cieszę, że przypadł ci do gustu zespół - niektórzy twierdzili, że nieco zbyt ostry :)
    Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
    PS. Na zdjęciu widzę, że chyba miałyśmy takie same torebki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zespół był świetny! Fakt, że nie każdemu musiał przypaść do gustu. Ja sama spodziewałam się jakiegoś rock and rolla, ale nie byłam rozczarowana :) Bawiliśmy się przy nich wybornie, ale może to dlatego, że to nasze klimaty. Zwłaszcza mojego męża :P
      Wydaje mi się, że torebki są podobne, Twoja z tego co widziałam była chyba bardziej ,,pozioma" ?
      Ja również mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń