Jesienny brąz

14:48

Jako dziecko nie lubiłam brązu. Z niesmakiem patrzyłam na swoją mamę, która się w nim lubowała i wybierała ubrania w tym kolorze. 
Wtedy nie potrafiłam tego zrozumieć. Nawet gdy usłyszałam, że do tej barwy trzeba dorosnąć.
Uważałam to za czysty absurd, bo przecież ten kolor jest taki paskudny!
Nie muszę mówić, że moje podejście wraz z wiekiem diametralnie się zmieniło, prawda?
Brąz doceniłam w liceum i od tamtej pory na dobre zawitał w mojej szafie. A stwierdzenie, że do tego koloru trzeba dorosnąć, okazało się prawdą.
Jak to jest, że mama zawsze ma rację? :P


Tydzień temu znów miałam ogromną przyjemność spotkania się z Magdą z ARTmania.
Przyjemność, która zaowocowała mnóstwem brązowych, jesiennych zdjęć... :)
Skoro są zdjęcia, to była sesja. A skoro była sesja, to trzeba było się do niej odpowiednio przygotować...



Cały pomysł na stylizację zaczął się od tweedowej marynarki, którą wygrzebałam latem w lumpeksie. Już wtedy do głowy wpadł mi pomysł na jesienną sesje. I to ona miała być w niej gwoździem programu.



Wszystko uległo zmianie, gdy założyłam konto na Vinted... Pomijam fakt, iż konto tam zrujnowało pojemność mojej, już i tak przepełnionej szafy. Ważniejsze jest to, że znalazłam tam coś, co marzyło mi się od dawna - pelerynę. Może nie była stricte wzorowana na takiej z lat 30-tych, ale i tak mnie urzekła. Szybko też stała się królową naszej sesji, bo to w niej mam najwięcej zdjęć.

Bardzo dużą wagę przywiązuje do dodatków.
Nie inaczej było tym razem. 
Część z nich po prostu wyjęłam z szafy, a za inną musiałam obejść pół miasta.
Tak było z bordowymi rękawiczkami.
Jak to jest, że najpierw widzimy coś na każdym kroku, a gdy jest potrzebne, cudownie znika ?

Swój debiut miały też beżowe, szydełkowe cuda, które przywiozła mi z swoich wakacji koleżanka <3
To już kolejne takie rękawiczki w mojej kolekcji, która stale się powiększa o różne modele.
Mam słabość do tej części garderoby... i nie tylko do tej :)
Dla ożywienia efektu, postawiłam na białe rajstopy.
Choć to zestawienie niekoniecznie podoba się mojej mamie :) Ona woli bardziej wersje z czekoladowymi rajtuzami. Te jednak wybieram przy bardziej deszczowej aurze.


Musze przyznać, że przy tej sesji czułam się dużo bardziej swobodnie, Być może to dlatego, że to już kolejna współpraca z Magdą (pierwszą możecie zobaczyć tutaj i tutaj) i przekonałam się, że ani ona, ani jej aparat nie gryzie :)
Oczywiście czułam na początku małe skrępowanie i strach, ale dosyć szybko ustąpiły one dobrej zabawie.
Bo wydaje mi się, że o to w tym chodzi.
O bawienie się tym. I tak staram się to traktować, zwłaszcza, że super modelką już nie będę :P
Za każdym razem sprawia mi to jednak coraz więcej radości i satysfakcji.

Na koniec chciałam po raz kolejny BARDZO podziękować Magdzie. 
DZIĘKUJE:
Za doping, uśmiech i troskę czy nie jest mi zimno. :)
Za miło spędzony czas.
Że dałaś mi kiedyś szansę stanąć przed swoim obiektywem i że jeszcze nie masz mnie dość.
Że tak śmiało przystajesz na moje pomysły, nawet jeśli nagle postanawiam wspiąć się na drzewo :P
I że pozwalasz mi rozwijać skrzydła, tym samym tak chętnie zgłębiając się w mój retro świat.


Peleryna: zakupiona na Vinted
Żakiet i torebka: vintage, zakupiony w lumpeksie
Spódnica: Reserved, zakupiona na Vinted
Koszula: H&M, prezent od przyjaciółki
Beret: prezent od mamy
Buty: zakupione w lumpeksie
Rękawiczki (bordowe): zakupione na tutejszym targowisku
Rękawiczki (beżowe): handmade, prezent od koleżanki
Broszka i klipsy: vintage, po babci
Parasol: zakupiony na Allegro

4 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuje :)
      Zawsze staram się dopracować wszystko w 100%, więc cieszę się, że się podoba :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Moje klimaty, śliczne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze się bardzo! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń