Po raz kolejny Claudia...

16:11

Witajcie :)
Wiem, że ta notka miała pojawić się dawno. I że zaraz po niej, powinny ukazać się hity czerwca, ale miałam pewne problemy z blogiem i pisaniem. Czekałam też na zdjęcia z imprezy, abyście mogli co nieco zobaczyć.
Z racji tego, że wszystko wróciło do normy, a ja właśnie dziś odebrałam zdjęcia od znajomej, to czas nadrobić zaległości.

Jedziemy!

W maju, zostaliśmy zaproszeni przez swoich znajomych na ich ślub i przyjęcie poślubne. Troszkę byliśmy zaskoczeni tą drugą opcją, bo chyba nastawialiśmy się, tylko na mszę w Kościele.
Było nam jednak bardzo miło, choć mówiąc szczerze, była to kolejna taka impreza w tym roku ( i nie ostatnia) przez którą nasz budżet domowy został znacząco nadszarpnięty...
Nie chcąc jednak rezygnować ze wspólnej zabawy, postanowiliśmy poszukać oszczędności w naszych przygotowaniach.

Świadkowie w całej okazałości.


Szybko stwierdziłam, że najwięcej mogę zaoszczędzić na samej sobie ;)
Bo wiadomo, że mężczyzna po prostu wyciągnie garnitur z szafy :P
Dlatego pomyślałam, że nie będę kupować nowej kreacji, tylko założe jedną z sukienek które już mam.
Doszłam również do wniosku, że fryzjer i makijażystka też nie są mi potrzebne i że poradzę sobie sama.
Bo w końcu jestem tylko zwykłym gościem.... Więc, nie muszę się prezentować jakoś nad wyraz rewelacyjnie. 
Zwłaszcza, że nie bylo by to pierwsze wesele na które szykuje się całkowicie sama ;)
Choć  jak każda kobieta, lubię wyglądać ładnie.

Wesele Kamila i Agnieszki  :)

Tu również szykowałam się sama ;)

Nie całe dwa tygodnie przed uroczystością, wraz z mężem zostaliśmy poproszeni o to, abyśmy zostali świadkami. 
To, że byłam w szoku to mało powiedziane.
Byłam tak zszokowana, że aż nawet trochę zła!
Bo gdybym wiedziała, choć trochę wcześniej to zaplanowałabym wszystko inaczej. I skusiła się przynajmniej na fryzjera.


Z moja Panną Młodą :)

Nagle okazało się, że sukienka którą miałam założyć nie bardzo nadaje się do roli jaką mam pełnić. Planowałam przyodziać piękną Ophelie z Lindy Bop, ale moje przyjaciółki zaczęły mnie bombardować, że będzie zbyt pstrokato. Próbna fryzura się nie udała i nawet makijaż przez kilka dni mi nie wchodził. 
Nic, zupełnie nic nie szło po mojej myśli.
Byłam gotowa odmówić, ale nie miałam serca tego zrobić. 
Nie wyobrażam sobie, aby ktoś postawił mnie w takiej sytuacji,w jakiej oni stanęli 2 tygodnie przed ślubem.
Czułam się wręcz w obowiązku aby im pomóc.

Sukienka którą chciałam założyć..

W końcu dałam sobie na wstrzymanie. 
Wszak to nie ja, miałam być najważniejsza tego dnia i nawet jeśli nie miałam wyglądać tak jakbym chciała, to trudno.
Psiapsióły przypomniały mi o sukience, o której nawet nie pomyślałam, a którą mogliście zobaczyć już u mnie nie raz, między innymi w sesji z Artmanią tutaj i tutaj.
No cóż Claudia z Hello Bunny nie po raz pierwszy uratowała mi skórę :)




Włosy jakoś wyszły.... Z lepszym lub gorszym skutkiem udało mi się też pomalować.
Przez cały czas byłam niesamowicie skupiona, żeby nie popełnić żadnej gafy i dobrze wywiązać się z powierzonej mi roli. Rozluźniłam się chyba dopiero po jakimś czasie na weselu, kiedy zobaczyłam, że goście dobrze się bawią. I sama ruszyłam wraz ze swoim małżonkiem na parkiet.



Zabawa nie trwała długo, więc sama nie wiem kiedy ten czas mi minął. 
Nie było też tak strasznie jak myślałam. Bawiłam się dobrze i jestem jedno doświadczenie do przodu :)
Mam nadzieje, że panna młoda nie musiała się za mnie wstydzić i że nie byłam najgorszą świadkową na świecie :P

I selfie na koniec w lustrze :)

A Wam jak się wydaje?
Czy wyglądałam bardzo źle? ;)

Niebieska sukienka: Hello Bunny, zakupiona na britstyle.pl
Biała sukienka:  Lady Carotta, zakupiona na pakamera.pl
Niebieskie buty na koturnie: Zakupione na Allegro
Niebieskie baleriny: Zakupione w tutejszym sklepie obuwniczym 
Kolczyki i naszyjnik: Apart, prezent od męża

0 komentarze