Hity czerwca.... i lipca :)

14:24

Witajcie ponownie :)
Dziś bez zbędnych wstępów zapraszam Was na spóźnione hity czerwca i całkiem aktualne hity lipca.
I przesyłam Wam ciepłe pozdrowienia znad pięknego, polskiego morza ;)



1. CZARNE WIĄZANE BUTY
Cały zeszły sezon, obserwowałam ten model u innych retro maniaczek w najróżniejszych stylizacjach.
Owszem podobały mi się, ale nie zdecydowałam się wtedy na ich zakup przez jeden mały szkopół. Mianowicie chodzi o ich czubek. Nie lubię butów kończących się w szpic i unikam ich ze względu na swoją szczupłą i długą nogę. Przy takim modelu mam wrażenie, że moja stopa optycznie jest jeszcze dłuższa.
W tym sezonie, gdy znalazłam prawie nieużywany model tych butów praktycznie za darmo, postanowiłam zaryzykować.
I nagle przy pierwszej przymiarce okazało się, że żaden czub mi nie przeszkadza.
Przy dłuższym użytkowaniu (bo niemal codziennym) buty okazały się bardzo wygodne, a ponadto pasują mi do większości moich codziennych stylizacji. 
Efekt? 
Jestem w nich zakochana <3





2. GOLDEN ROSE
Dla większości osób intersujących się makijażem pewnie nie będzie to żadna nowość, ale dla mnie była. Zwłaszcza, że tak jak Wam ciągle powtarzam - bardzo długo byłam makijażową ignorantką. I dopiero nie dawno się to zmieniło.
Zawsze lubiłam czerwone lub inne, ale mocno zaakcentowane usta.
Jednak dopiero kiedy zainteresowałam się modą retro, zaczełam też interesować się trwałością produktów które używam.
Wydawało mi się, że nie uzyskam trwalszego efektu niż moja kretka połączona ze szminką.
I wtedy koleżanka z pracy powiedziała mi o pomadkach z GR.
Na początku nie byłam zadowolona z ich konsystencji i aplikatora. W ogóle nie lubie takiej płynnej formy na ustach, a już tym bardziej nie znosze takich pędzelków. Za bardzo kojaży mi się to z błyszczykami - nie znoszę ich. Drażni mnie to, że są lepiące. Dlatego też zawsze wybierałam szminki.
Jednak!
Gdy przetrwałam aplikacje i zauważyłam, że pomadka zasycha na ustach, jest matowa (!) i dodatkowo naprawdę wykazuje się trwałością - odetchnełam z ulgą. 
Na razie zdecydowałam się na piękną czerwień w odcieniu 09 , ale na oku mam już inne kolory ;)




3. BABCINA SPÓDNICA W KWIATY
O tak. Babcine ubrania to jest to co tygryski lubią najbardziej :D
Dużo z moich bliskich kwituje mój styl jako babciowy/ babciny/ jak stara baba... Nie potrzebne skreślić ;)
Spódnice wygrzebałam zimą w lumpeksie, buszując w nim z moimi siostrami. Nie aprobowały mojego wyboru, wybierając w/w określenia. 
Ja jednak jak zwykle byłam nie ugięta. Było w tej spódnicy coś co mnie urzekło i choć na początku zastanawiałam się nad jej skróceniem to szybko zrezygnowałam z tego pomysłu.
Zdecydowanie zbyt wiele rzeczy skróciłam, później tego żałując. Ponadto taka długość coraz bardziej przypada mi do gustu i coraz częściej skłaniam się ku latom 40.




4. BRĄZOWE BUTY Z CCC
Tak jak wcześniej wspominałam moja stopa jest długa i szczupła. Oczywiście przysparza mi to wielu problemów w doborze butów zarówno letnich jak i zimowych. Bo jak już znajde dla siebie odpowiedni numer (chciałabym wiedzieć dlaczego producenci nie robią już połówek ?!) to okazuje się, że but jest za luźny. 
Najbardziej dokuczliwe jest to właśnie latem gdy chce zakupić sobie sandałki lub zimą gdy we wszystkich kozakach wyglądam jak kot w butach.
Bardzo długo szukałam dla siebie brązowych sandałków na grubym słupku z drewnianą podeszwą. Oczywiście we wszystkim co mierzyłam latała mi noga. 
I wtedy przymierzyłam pewien model z Lasockiego.  Numer 38 idealnie trzymał się stopy, ale był za mały. Numeru 39 w moim mieście brak, w sklepie internetowym również...
I wtedy na ratunek ruszył mój mąż, który po pracy objechał Warszawe wzdłóż i wsze....... w poszukiwaniu tych jednych, jedynych butów. Nie zrażony błędymi informacjami na oficjalnej stronie CCC o ich dostępności i tym że jest odsyłany od sklepu do sklepu, przywiózł mi do domu piękne, nowiusieńkie i ostatnie w całej Warszawie buty, które.....
Okazały się za luźne!
Na razie sprawdzają się silikonowe wkładki, które trochę podniosły mi stopę do góry i hamują stopę, żeby nie wysuwała się aż tak bardzo do przodu.
Martwie się jednak co będzie gdy paski się rozciągną? Zwłaszcza, że w butach chodzę bardzo często. Jakieś pomysły?
Nie mniej jednak buty są cudowne i choć kupione do jednej, konkretnej sukienki, świetnie sprawdzają się też w innych stylizacjach. Dzięki swojemu grubemu słupkowi są wygodne i stabilne co przy mojej koślawej pięcie jest dosyć istotne.




MAŁY KOSZYK.
Od momentu kiedy na American Day zobaczyłam u Vintage Girl piękny mały koszyk, zapragnoł mi się podobny. Do tej pory wszystkie które posiadałam były duże i pojemne. I choć pojemność to dla mnie wciąż zdecydowana zaleta, to jednak wielkość już nie koniecznie. 
Długo szukałam czegoś co przypadłoby mi do gustu, a nie zrujnowało portfela. I wtedy na Vinted znalazłam koszyczek który w większości spełniał moje kryteria. Wiklinowy, mały, pojemny,o kuferkowatym ksztalcie i w przystępnej cenie. Miał co prawda długi pasek, ale łatwo udało się go wyregulować do interesującej mnie długości. 
Choć zakupiony wcześniej niż buty z w/w punktu to świetnie prezentują się razem ;)



Oczywiście powinnam tu też powtórzyć niektóre z hitów maja, ale o nich możecie przeczytać tutaj
Na dziś to tyle i do zobaczenia już nie długo :)

0 komentarze