Nostalgiczny Gdańsk

14:14

RetroWife wróciła z wakacji!
Wakacji, które podobnie jak w zeszłym roku zaczęła się od całej masy przygód - od problemu z bagażem, przez to, że nie wpuścili jej syna na pokład samolotu, aż do szaleńczego poszukiwania pociągu. Wakacji, które niestety minęły jej jednym tchem i żal że tak szybko się skończyły.
 Na szczęście zdążyła odpocząć, spędzić cudowny czas z rodziną i jest zwarta i gotowa do dalszej pracy.
A gdzie RetroWife spędziła tak cudownie czas?
A dla odmiany..... w Gdańsku ;)


 O naszych wizytach w Gdańsku mogliście przeczytać tutajtutaj
I choć niektórych dziwi, że drugi raz z rzędu wybraliśmy to miejsce na wakacje, to ja już dziś mogę Wam powiedzieć, że wrócimy tam za rok.
To miasto chyba już na stałe zagościło w naszych sercach i choć byliśmy w nim trzeci raz to wciąż nie zobaczyliśmy wszystkiego.





W tym roku ambitnie założyliśmy, że w 5 dni zwiedzamy do końca Gdańsk, zobaczymy Sopot i przynajmniej trochę Gdyni.
O naiwni!
Oczywiście, że nam się nie udało :)
Te kilka dni to jednak zdecydowanie za mało, aby zwiedzać i plażować. Zwłaszcza że w tym mieście naprawde jest wiele rzeczy, które warto zobaczyć i które wciąż widnieją na naszej liście.

Ośrodek Kultury Morskiej, wystawa interaktywna 


I tak Gdańsk w dalszym ciągu pozostaje nie odhaczony na naszej mapie.
Wciąż nie byliśmy na gdańskiej Oliwie. Nie zobaczyliśmy latarni morskiej i nadal jest tam wiele muzeów, do których koniecznie muszę wejść.
Bo wiecie lub nie, ale uwielbiam muzea i wszelkiego rodzaju wystawy. Jedyna wystawa, która mnie nie przekonała, to taka na którą kiedyś zabrał mnie mój mąż do Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Po kilku minutach miałam ochotę uciec. Mimo całej mojej ciekawości świata ekspozycja mnie przerosła. A raczej jeden konkretny film, na którym pani dopuszcza się zoofilii 

Muzeum II Wojny Światowej, część budynku z zewnątrz

I część wewnątrz..

Choć w tym roku nie mam za dużo zdjęć, którymi mogłabym się z Wami podzielić, bo i nie zaprzątałam sobie głowy ich robieniem.
To muszę powiedzieć, że jednymi z ciekawszych miejsc jakie udało nam się odwiedzić było Muzeum II Wojny Światowej. Na jego zwiedzanie spokojnie można poświęcić cały dzień. I przez pryzmat rodzica, którego syn jest zafascynowany wojskiem i militariami powiem, że bardzo podobała mi się wystawa dla dzieci. Poprzez pokazanie tego samego mieszkania pewnego rodzeństwa w trzech różnych momentach wojny, idealnie pokazuje, że konflikt zbrojny to nie zabawa i że w rzeczywistości jest to coś strasznego. Widziałam jakie wrażenie wywołało na moim synu kiedy wszedł do tego mieszkania po raz trzeci i zobaczył je zbombardowane. Z wrażenia, aż cofnął się do początku, aby upewnić się czy to na pewno to samo miejsce.

Muzeum II Wojny Światowej

Suknia ślubna uszyta ze spadochronu japońskiego

Szydełkowa sukienka wykonana podczas wojny,

Równie ciekawym miejscem był Ośrodek Kultury Morskiej i interaktywna wystawa, na której dzieci mogły między innymi wywołać fale tsunami, wir wodny, nadać wiadomość alfabetem Morse'a czy popływać żaglówką w wielkim basenie. Dzięki temu miejscu dowiedzieliśmy się też, że statek Sołdek który jest przycumowany na przeciwko, nie jest zwykłym statkiem, ale że również można go zwiedzać. 

Sołdek ;)

I kapitan Sołdka ;P

Oprócz zwiedzania sporą część czasu spędziliśmy na plaży. I nie mówię tu o smażeniu się na słońcu, bo tego nie znoszę. Ale nie ma nic przyjemniejszego niż słuchanie szumu fal i krzyku mew. Obserwowaniu gdy mąż z synem budują zamki z piasku lub gdy dziecko gra w piłkę z innymi dziećmi. 
To to najbardziej lubię w urlopie. Mogę oddać się rzeczom, na które w zwykłym, codziennym pędzie nie mam czasu. A których tak naprawdę nikt mi nie zwróci.

Zamki nocą...

Mały i duży Bob Budowniczy ;)

Jeśli chodzi o Sopot to jedyne co udało nam się zobaczyć to molo ;) I to po dłuuuuuugim spacerze plażą z Gdańska do Sopotu. Wybraliśmy się też w rejs Statkiem Pirackim po Zatoce Gdańskiej, ale muszę przyznać że byłam nim lekko zawiedziona. Wydawało mi się, że wypłyniemy w morze co najmniej na taką odległość, aby było widać Hel.... Niestety bardziej chodziło o to aby ujrzeć Gdynię zza skarpy. Na dodatek statek chyba bardziej dryfował niż płynął, bo nawet nie poczułam wiatru we włosach. Zeszłoroczny rejs Czarną Perłą na Westerplatte podobał mi się zdecydowanie bardziej.

Przez chwile sama....

I już nie :)

Do Gdyni niestety nie udało nam się zawitać, ale stwierdziliśmy, że po Gdańsku stopniowo będziemy przesuwać się na zachód więc i na nią przyjdzie pora ;)
Zwłaszcza, że jeśli chodzi o morze to zdecydowanie wybieramy miejsca gdzie poza plażą są jeszcze inne możliwości aby coś zwiedzić lub zobaczyć.



Powrót odbył się bez większych przygód, choć żal było się żegnać z wszystkimi ulubionymi miejscami.
Zaczęliśmy się też zastanawiać co może nam się przydarzyć w przyszłym roku.
W zeszłym roku mój mąż został na stacji w Nasielsku, w tym nie wpuścili nas do samolotu...
Jak obstawiacie co przydarzy się w przyszłym?
Popsuje nam się samochód, którego nie mamy? :P


0 komentarze